Wcześnie rano pojawiamy się na lotnisku. Kolejka do odprawy lotu przyprawia o zawrót głowy, ale całe szczęście podróżujemy tylko z bagażem podręcznym, więc udajemy się do stanowiska, przy którym nikogo nie ma :)
Podróż mija nam szybciutko i bezproblemowo. Wysiadamy na lotnisku w Brukseli i usiłujemy się z niego wydostać.... Dwa piętra do góry, żeby przejść kawałek i udać się z powrotem dwa piętra w dół. Jak ktoś zmierza w odwrotnym kierunku, a ma mało czasu do odlotu to naprawdę musi się mocno sprężać... W końcu docieramy do kolejki jadącej do miasta i automatów biletowych. Informacji zero... Nie bardzo wiemy, z którego automatu mamy skorzystać. Niby stoją obok siebie trzy jednakowe automaty, a kolejka tylko do jednego... O co chodzi?? Okazuje się, że tutaj każdy automat obsługuje inną trasę. I oczywiście do centrum Brukseli, to ten, gdzie najwięcej ludzi...
Docieramy w końcu do Centrum i na chybił trafił obieramy kierunek zwiedzania. Jesteśmy, oczywiście, absolutnie nieprzygotowani. Żadnej mapy, przewodnika. Niczego.